Sexy
Menu

Seks w sylwestra – postanowienia noworoczne

    Home / eroty / Seks w sylwestra – postanowienia noworoczne

Seks w sylwestra – postanowienia noworoczne

580 0

Sylwestrowy bal zapowiadał się doskonale. Kiedy tańczyłem z Ewą przytulaną balladę, szepnęła mi do ucha, że przed chwilą zdjęła majtki.

W końcu XX wieku uzależniłem się od seksu, który tylko z żoną sprawia, że czuję jego zniewalającą magię. To nałóg, któremu uległem od razu, gdy znaleźliśmy się w łóżku. Stało się to po wielu jej i moich wcześniejszych, nieudanych doświadczeniach i w chwili pierwszego „bliskiego spotkania” umieliśmy już rozpoznać uczuciową szczerość. Dlatego wystarczyły dwie, trzy minuty, by osiągnąć przeznaczenie.

Namiętność trwa i nic nie wskazuje na to, by miała gasnąć.

Na moją fascynację Ewa reaguje równie intensywnymi emocjami i nie przepuszcza żadnej okazji, żeby mnie sprowokować do erotycznej gry… Tak było i tym razem. Sylwestrowy bal zapowiadał się doskonale. Kiedy tańczyłem z Ewą przytulaną balladę, szepnęła mi do ucha, że przed chwilą zdjęła majtki. Nie uwierzyłem, póki na korytarzu nie przekonałem się o tym naocznie. Żona podgarnęła otóż suknię (długą!) i kiedy jej krawędź minęła podwiązki pończoch, zobaczyłem nagą, świeżo wygoloną cipkę.

– Dlaczego mi to robisz? – wydyszałem.

Bo lubię widzieć twoje pożądanie – uśmiechnęła się, wygładzając suknię, a ja wiedziałem, że tęskni do czegoś więcej…

Do domu mieliśmy parę kroków, więc postanowiłem zaproponować, byśmy na chwileczkę zniknęli. I zniknęliśmy!

Spieszyło mi się, by zacałować jedwabiście gładką cipkę Ewy i gdy tylko zamknąłem drzwi mieszkania, pociągnąłem ją do kuchni. Nie zdjęliśmy płaszczy. Szkoda było czasu. Ewka wiedziała doskonale w czym rzecz. Zanim usiadła na krawędzi stołu, podciągnęła wysoko suknię.

Usiadłem na taborecie i zanurzyłem język w nasączonej już obficie norce. Dotyk nagiej skóry wokół oraz powyżej niej niesamowicie mnie podniecał. Nie przerywając czułego lizania, rozpiąłem spodnie i wydobyłem członka, który w międzyczasie osiągnął już stan pełnej gotowości… Wstałem. Przyciągnąłem Ewę i zagłębiłem się w jej elastycznie dopasowujące się do mnie wnętrze. Żona westchnęła, otoczyła ramionami moją szyję, a kiedy naparłem mocniej na jej kobiecą ścisnęła mnie udami, zaplotła obute w kozaczki nogi na moich plecach i wyszeptała:

– Który raz mnie posuwasz? Liczyłeś?

– Nie wiem… – jęknąłem. – Pieprzyliśmy się chyba setki razy. Mój kutas tkwił w jej pochwie jak wbity precyzyjnie nit.

– A może byłeś już we mnie dwa tysiące razy? – dopytywała się.

– Chciałbym… – mruknąłem i przyspieszyłem tempo. Ewa odrzuciła głowę i złapała mnie za włosy.

– Mocniej! Zerżnij mnie ślicznie. Wbij się we mnie aż do dna i wytryśnij… Już!

Ewa często bywała tak napalona, że starczyło kilka pchnięć członkiem w podnieconą norkę, by zapadła w rozkoszny letarg. Tak właśnie było teraz. Orgazm wyłączył zupełnie jej zmysły, a raczej nastawił je wyłącznie na chłonięcie potęgi rozkoszy. Wibracje płynące z jej ciała przeniknęły mnie i zawładnęły totalnie moją psychika. Czułem wytrysk, ale jego zbieżność z moim radosnym uniesieniem wydawała się być przypadkowa… Zatopieni w sobie, wstrzymaliśmy oddech i staraliśmy się zatrzymać jak najdłużej odczuwanie piękna.

– Kocham to – westchnęła po chwili żona.

– A ja ciebie – odparłem.

Jeszcze chwilę w niej byłem, jeszcze jeden delikatny ruch, jeszcze czuły pocałunek w podzięce za rozkosz i, pełni satysfakcji, wyciszyliśmy podniecenie.

– Która godzina? – spytała Ewa.

Zapaliłem światło i spojrzałem na zegarek.

– Dwadzieścia po jedenastej.

– To zdążymy jeszcze wypić kawę. Zrobisz? Ja skoczę do łazienki.

– Zrobię, ale ja też do łazienki.

Gotowi do wyjścia, staliśmy przy kuchennym stole, dopijając kawę.

– Wiesz… – zacząłem. – Kilka lat temu zastanawiałem się, jaki będzie sylwester przed dwutysięcznym rokiem. Martwiłem się, że będę za stary, by się nim cieszyć z tobą… Marzyłem, żeby pieprzyć się z tobą tej nocy, ale nie wierzyłem, że to może się zdarzyć.

Ewa stanęła przede mną.

– Kocham cię, ty stary durniu, wiesz?

Przyciągnąłem ją do siebie. Nigdy do końca nie mogłem uwierzyć szczęściu, że jest moją żoną. Była śliczną, uroczą dziewczyną, która z nie znanych mi powodów wybrała właśnie mnie, potężnie od niej starszego faceta i oddała mu się bez reszty.

– Nigdy tego nie zrozumiem – powiedziałem, całując ją w usta.

– Nie musisz. Ważne, że będziemy się pieprzyć w następnym tysiącleciu. Czujesz, jak to brzmi?

Czułem! Dwutysięczny rok był dla mnie jak granica nowego życia, w którym będziemy szczęśliwi, a seks będzie nieustanną radością.

Zdążyliśmy na czas, by uczestniczyć w euforycznym powitaniu 2000 roku. Potem tańczyliśmy do upadłego i w intermezzach popijaliśmy whisky bez lodu, bo zabija przecież aromat trunku… Do domu wróciliśmy o piątej rano. Byliśmy w świetnej formie, więc całkiem spokojnie wypiliśmy trzecią kawę, a potem wzięliśmy wspólną, spienioną kąpiel… Rozleniwiła nas trochę.

W łóżku jednak odzyskaliśmy werwę.

– Czy ty wiesz, kochanie – powiedziała Ewa, że jest rok dwutysięczny?

– Wiem.

A czy wiesz, że powinieneś go jakoś zainaugurować? – ciągnęła, ściskając mojego fiutka.

– O niczym innym nie myślę – odparłem.

– No to na co czekasz? Przeleć żonkę!

Ułożyłem Ewę na brzuchu i rozwarłem jej uda na tyle, by móc zapakować kutasa do jej niecierpliwej norki. Żona wcisnęła głowę w poduszkę i uniosła pupę, by moje pchnięcie przeszyło na wylot jej norkę. Wdarłem się w nią z namiętną furią, wiedząc, że tego właśnie oczekuje. Rozkoszne oszołomienie spływało na nas jak deszcz. Uzależnieni od siebie, ulegliśmy magii seksu, który zapowiadał nowe, cudowne przeżycia…

Rok rzeczywiście zaczynał się szczęśliwie…

autor: mario

Śledź nas na Twitterze  Śledź nas na Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *